dobre uczynki

Heh, pogoda do kitu, Maks jakoś chce spać tylko z nami ( o dziwo, dziś jeszcze śpi u siebie- zobaczymy do której),jutro powrót na uczelnię, a ja najchętniej wzięłabym długą kąpiel w wannie i położyła się spać. no, jeszcze lampki wina bym sie napiła-tak, na dobry sen. niestety nic z tych rzeczy dziś nie będzie mi dane:( A ja taka padnieta chyba przez te dobre uczynki, co to je spełniałam ostatnio;) Ale wiem, że warto było. Dziadek spokojniejszy, Mama uśmiechnięta. A ja wiem, że zrobiłam coś dobrego:) No i spotkania z Mikołajem też mogą męczyć- mimo dokładnej listy co dla kogo;) W naszym domu od lat panuje tradycja pisania listów do Mikołaja. Nie tylko piszą je dzieci (które- powiedzmy sobie szczerze- dawno już dziećmi nie są), ale również rodzice:) Ułatwia to strasznie pracę, ale i jest po prostu miłe. Zazwyczaj do połowy października trzeba napisać taki list- jest to pierwsza oznaka,że świeta tuż, tuż:) A jak już listy są gotowe, to potem sie ścigamy- kto pierwszy, ten lepsze(łatwiej dostępne) prezenty może kupić;) W ten oto sposób my większość prezentów już nakupowaliśmy:) Szał zakupowy trwał dwa dni:) No i upominki na Mikołajki również przygotowane. Teraz czekają już tylko na spakowanie:)
  Skoro już jesteśmy w temacie świąt- wczoraj z Mamą przygotowałyśmy listę rzeczy do zrobienia na świeta. Uwielbiam ten czas! Makownik, kutia, barszcz, (…) jeszcze nie czuć zapachu, a już „pachnie” świętami:) W tym roku będzie to nasza pierwsza wigilia spędzona w trójkę. Jest to nie tylko wyjątkowe ze wzgledu na obecność Maksa- pierwszy raz zrobimy świeta „po naszemu”. Nie z rodzicami, dziadkami czy rodzeństwem… No nic, zobaczymy jak będzie. Pora tworzyć własną tradycję. Tylko łza w oku sie kręci, ponieważ będą to już kolejne święta bez Babci… Tej, która zawsze była. Tej, która opuściła nas tak niespodziewanie 3dni przed świętami rok temu…21grudnia już zawsze będzie kojarzył mi się z telefonem od Mamy. Tym, po którym wszystko się zmieniło. Wówczas, przez ten ułamek sekundy wszystko stanęło. Nawet Maks- wówczas jeszcze w brzuchu- przestał się rozpychać, mimo jego pory tanecznej… Mam nadzieję, że patrzysz na nas tam z góry… [‚]
  No nic, popłakałam sobie, teraz czas na powrót do rzeczywistości. Prezentacja do szkoły czeka na zrobienie, obiad na jutro trzeba dokończyć, ogarnąć jako tako mieszkanie i może wtedy uda sie położyć…Mam nadzieję,że Maks mi pozwoli to wszystko zrobić, bo jutro wracam po 20tej:(
  Życę Wam Kochani światecznego nastroju- mimo listopadowej nocy!

..

Mama mniej zapracowana, ostatnio wyjątkowo bardziej zapracowana;) Manufaktura na ulicy przytulnej aż furczy:) Nie tylko małe dzieła sztuki- dziś przelałam do butelek domowy cydr:) Z 5kilo jabłek wyszło „zaledwie” 15litrów- a pachnie!mmm! Także jabłka i grzyby posuszone- gdy przychodzi listonosz na dzień dobry pyta „co dziś suszymy?”:) Standardowo staram się też trochę mieszkanie poogarniać- tu coś zmienić, tam coś zmienić;) A w głowie wiadomo myśli o większym mieszkaniu. Alnbbo chociaż ścianach odmalowanych, bo jakoś tak kolor beżowy już mi się znudził:) Jakiegoś różu mi się zachciało. I grafitu! W końcu nasz salon to obecnie nasza sypialnia;)
  Wiadomo, że po drodze przydarzyły nam się również święta… Świeczki zapalone- za Aniołki malutkie i za Babcię, której zabrakły 4miesięce, by Maksa poznać… I za Dziadków Męża Mojego Najmilszego, i za Ciocię. I za tych wszystkich, którym nikt świeczki nie zapalił… No i człowieka refleksja nachodzi, że może nie ważny ten kolor ścian i to, że pranie nie wyprasowane? Może warto cieszyć się z tego,że jesteśmy tu i teraz? Bo przecież nigdy nie wiadomo, czy nie zabierze nas jakaś śmierć i, czy nie będzie nam dane patrzeć na świat z góry? Czasem w tak niespodziewany, można wręcz powiedzieć głupi, sposób spotykamy śmierć śmierć na swej drodze… I dlatego codziennie powtarzam moim Chłopakom przed snem,że Ich kocham. Że są ważni i wyjątkowi! Tylko czasem o tym zapomninam… Gdy tak, jak teraz, czekam aż Maks w końcu zaśnie…:(
  Dobrej nocy Kochani! W.

kreatywny dzień:)

  Dziś Maks pozwolił mi trochę popracować:) Mogłam trochę potamplać się w farbach i było cudnie! 30 kolejnych wzorów na imiona gotowych:) Jeśli wszystko dobrze pójdzie, jutro będę mogła zrobić przykładowe połączenia wzorów na wybranych imionkach:) Tyle radości przynosi mi praca farbami:)
 Synek co prawda lekko zakatarzony, jednak grzeczny jest bardzo. Co więcej, wygląda na o, że pojawia się pomału trzeci ząbek:) No i nasze Maleństwo cora sprawniej przemieszca sie po mieszkaniu- dziś pierwszy raz udało się raczkując przemieścić kawałek do przodu!:) Nie był to może odcinek zbyt długi, ale jest o dobry start! Dodatkowo,potrafi też niezły kawałek przemaszerować pupą do przodu- wygląda to komicznie:) Teraz Maks smacznie śpi- na szczęście. Troszkę mu katar przeszkadza, ale i tak jest dzielny. Poza tym zauważyłam, że ostatnio ja wcale nie muszę za każdym razem biec do pokoju, żeby Go utulić jak się przebudzi (a wiem,że nie powinien być głodny). Jeszcze 3dni temu nie było opcji, żeby nie pójść do pokoju, jak Młodzież się przebudziła, a dziś nasz Maluszek sam się uspokaja. Czyżby nam dziecko dorastało?:)
  Już niedługo wrucę zdjęcia moich tortów pieluskowych:) To może być całkiem niezły prezent z okazji narodzin maluszka- słyszałam, że baby shower w Polsce jest coraz popularniejsze;) My akura nie mieliśmy, ale to całkiem fajna inicjatywa- pod warunkiem, że brzuchata mama nie musi wszystkiego organizować sama:) Zdjęcia powinny się pojawić w ciągu dwóch tygodni- tak to jest, jak się aparat psuje:(
  A może Wy Drodzy Czytelnicy macie pomysły na ciekawe, ręcznie robione prezeny dla dzieciaczków?
Pozdrawiam i dobrej nocy życzę, W.

zmiana czasu

  Nasze  Maleństwo- po tygodniu nie spania i robienia awantur- dziś poszło grzecznie spać o 19:30 i obudził się dopiero o 23:30:) Zjadł i poszedł grzecznie spać. Nie wiem czy zmiana czasu miała z tym coś wspólnego, ale udało mi się zrobić 3 projekty i częściowo zacąć kolejne:) Nie mówiąc o przygotowaniu szablonów i takich tam:) Jeśli wszystko wróciło do normy, to jest sansa, że w końcu będę mogła ruszyć pełnną parą! A w domu będzie porządek;)
 Dodatkowo nasz „malutki” Synek potrafi przejść już nasz pokój wzdłuż i wszerz! Co prawda tyłem póki co, ale za to w tempie ekspresowym:) Cieszy nas to ogromnie – i równie mocno bawi;) Niestety to oznacza, że trzeba się pozbyć wszelkich rzeczy niebezpiecznych leżących na podłodze:/ Jest to o tyle kłopotliwe, że w naszym małym mieszkanku nie mamy odpowiedniej ilości szafek:/ Musimy się też wybrać do magicznego sklepu z blokadami na szuflady, szafeczki, a także gniazdka. Zwłaszcza, że Maks uwieeeeelbia wszelkiego rodzaju kable! Pierwszą rzeczą, którą robi z kablem jest oczywiście wkładanie go do usti ciumkanie:/ Niebezpiecznie się robi w tym naszym małym domku.
  W piątek był u nas mój Siostrzniec (Najlepszy na świecie chrześniak Jeremi). Było wesoło. Mężulek chory, Maks trochę zmęczony,a Jeremi żywiołowy jak zawsze:) Czułam się, jakby w domu było małe przedszkole;) Za to Maks… Wpatrzony był w Jeremiego jak w obrazek. Uwielbia tego swojego szalonego, głośnego kuzyna! A Jeremi… nie mogę uwierzyć w to, że ten słodki chłopak ma już 7lat. I jest bardzo „dorosły”. Myślę, że jeszcze długo Maks będzie patrzeć na Jeremiego w ten sposób:) Mam nadzieję, że mimo różnicy wieku, chłopaki będą potrafili się jakoś dogadać. W końcu- póki co- jest ich tylko dwójka:)

 Teraz pora wykorzystać, że dziecko śpi:) Dobrej nocy Kochani!

kryzysu cd…

Jak tylko próbuję uwolnić się od -wydawać by się mogło- śpiącego Maksa, On momentalnie otwiera oczy i zaczyna się płacz… I pewnie, gdybym kładła się z Nim, wszystko byłoby dobze. Tylko kto ma czas na to, by kłaść się o 20tej? Z drugiej strony… Kto ma czas, żeby do 22giej siedzieć w pokoju Maluszka i próbować Go położyć spać? 🙁 heh… Marzy mi się, by wszystko już wróciło do normy! Nie chcę Maksowi pozwolić na to,żeby zrobił sobie ze mnie smoczka! No więc siedzę z Nim w pokoju i czekam… Jak tylko próbuje wyjść, nasza mała małpka wpada w szał. Płacze, krzyczy i się denerwuje… Wystarczy, że wrócę do pokoju i Go pogłaszczę i jest ok. Więc siedzę z Nim i gram w gieri na iPadzie:/ Wydawać by się mogło, że to mój wolny czas- mogę sobie wówczas odpocząć- nic bardziej mylnego! Siedzę zestresowana i w głowie kłebi mi się to wszystko, co jeszcze tego wieczoru chciałabym lub chociaż powinnam zrobić:( No i Maks na pewno to wszystko wyczuwa:( No ale jak tu się nie denerwować? Pierwszy raz od urodzenia Myszaka czuję się mamą bardziej zapracowaną- jest to strasznie frustrujące, bo tak naprawdę robię wszystko wolniej, więc mniej:( No i mam wrażenie, że jestem w polu ze wszystkim! Mogłabym nadrobić część w czasie Maksowej dziennej drzemki (ponieważ jest ona dłuższa), jednak zwykle po wieczorze i nocy odsypiam razem z Nim:(
Nic to- Synek zasnął przed 22gą, więc spróbuję wykorzystać czas, żeby chwilę się zdrzemnąć.
Dobrej- i przespanej- nocy Kochani!

Maks nie chce spać…

No i stało się- nastał kryzys. Chodzę nieprzytomna, z workami pod oczami. Maks nie chce spać. Nie tyle nie chce, bo chce w sumie baaardzo. Po prostu ma jakiś niezindentyfikowany przeze mnie problem. Chociaż nie, problemem jest chyba to, że ja nie chcę spać z Nim o godz. 20tej… I tak potrafi nam zasnąć o 22:30 (i wtedy faktycznie ja padam razem z Nim). Albo tak jak dziś- zasnął pięknie. O 20:05 nasz Synek ślicznie spał w swoim łóżku. Za to obudził się o 20:30 „głodny” i zrobił awanturę. Nie mogłam Go za nic uspokoić- no przecież głodny nie jest- jadł przed położeniem. Wody nie chciał, tulenie nie pomagało, w końcu zostawiłam Go samego w łóżku i musiałam biegiem wracać, bo by chyba sąsiedzi po policję zadzwonili… No a Maksa uspokaja moja obecność. Albo może nie tyle moja, co mleka. Jak tylko wyjęłam co trzeba, młodzież nam się uspokoiła. A jak już został „podłączony” to był w raju. Tyle, że kolejne 20minut mam wyjęte z życiorysu, ponieważ nie mogę odejść, póki się nie „naciumka”:( O ile łatwiej by było, gdyby Maks chciał używać smoka! Ale nasze Kochane Dziecko smoka nie toleruje. Nie toleruje również butelki. Za to pierś moją mógłby na łańcuszku nosić. Szkoda tylko, że czasem tak to męczy:( A przecież nie zabiorę mu tego, bo to samo zdrowie! Czasu dla siebie brak, to co zrobię w ciągu dnia, to jest zrobione, na wieczór liczyć nie mogę. Ale czasem się udaje;) Oto moje wczorajsze dzieło- btw, upominek dla 20tej fanki http://www.facebook.com/MamaMniejZapracowana, a dokładnie dla Jej Córeczki 🙂 Wróciłam do tworzenia opasek- przyjemna sprawa, a czasu zajmuje nie dużo:) Bo na maszynę do szycia czasu niestety brakuje ostatnio… No nic, uciekam, póki Maks nie wylądował jeszcze u nas;)
Dobrej nocki Kochani! I kreatywnych myśli! W.

Maks nie chce spać…

zmęczenie organizmu

Jest 22:10. Maksowi właśnie udało się zasnąć… Nie wiem czy to nów ęby na horyoncie, czy może po prostu dziś był steskniony za mamą. Jestem dziś zmęczona. Wstałam o 6:30, ponieważ Synek się obudził- co prawda podruciłam Go o 9tej Tatusiowi, ale jakoś nie potrafię spać, gdy On marudzi… Zasnęłam jeszcze na godzinkę, gdy Maks poszedł spać. Wszyscy zasnęliśmy:) No a potem trzeba było jechać na uczelnię. W domu byłam o 18tej. No i zaczął się czas z Synkiem. W trakcie jedzenia niespodzianie zasnął, było koło 19tej (czyli godzinę za wcześnie), no i jak mu chciałam zmienić pieluchę na śpiocha, to niestety się obudził. I do 22 praktycznie cały czas marudził. Tak, jestem zmęczona. Jak to jest- Mąż mój Najmilszy w domu od wtorku, a ja się nie wyrabiam z niczym. Chodzę spać po 2giej (normalnie jest to najpóźniej północ), obiad jakoś wyjątkowo nie zawsze gotowy, spacery jakby krótsze… Czy to dlatego, że nasz codzienny plan jest zakłócony? Cy dlatego,że na śniadanie są codziennie świeże bułki i pyszną, pierwszą kawę mam podaną do łóżka? Nie wiem:) Z Mężem w domu jest najlepiej! Tylko chyba potrebowałabym trochę czasu, żeby wyrobić nowy- wspólny- plan dnia:)
  Teraz- korzystając z tego,że Maks w końcu zasnął- ja też idę spać:) Dobranoc Kochani!

dziś trochę „od środka”

Pół roku temu urodził się Nam Syn. Śliczny, owłosiony, pięciokilowy, wysoki Syn. Od pół roku jestem szczęśliwą Mamą. Wcześniej przez 9 miesięcy byłam prawie-mamą- zatroskaną, niedowierzającą w swoje szczęście. Nic nie jest w stanie mnie unieszczęśliwić, naprawdę. Do pewnego momentu… Przychodzi dzień, w którym włączam telewizor/ komputer i puszczam „swój” serial (lub jakikolwiek film) i tam prawie-mama właśnie staje się Mamą. Najpierw przychodzą skurcze, później odchodzą wody (lub w odwrotnej kolejności), potem prze, krzyczy i znów prze. Aż w końcu słyszy wyczekiwany krzyk swojego dzieciątka. W tym momencie- no cóż- ja zaczyna płakać. Tylko w takich chwilach o tym myślę. Czuję się niespełniona. Nie myślę o tym, że mój poród, to nie poród, bo cesarka się przecież nie liczy (co zdarzyło mi się usłyszeć- i wiem,że niejedna kobieta po cesarce takie słowa- złe i raniące- usłyszała). Myślę o tym, że straciłam swoje pierwsze chwile z Maksem… Nasz Synek urodził się duży- miał 5010g i 62cm. Ordynator podjął decyzję, że będę rodziła poprzez cesarskie cięcie, ponieważ po prostu mogę inaczej nie urodzić. Poród naturalny groził również komplikacjami. Wiem, że była to słuszna decyzja- zrobiłam to, co było najlepsze dla Maksa (a pewnie również i dla mnie). Kompletnie nie byłam przygotowana. Był to 12ty dzień po terminie, gdy dr oznajmił mi, że mam już nic nie jeść (była 7:10), bo za godzinę, może półtorej ze względu na wielkość dziecka pokroją mnie. Byłam przerażona. Czekałam na Mojego najmilszego Męża- który w tym momencie nie był najmilszy (próbowałam się dodzwonić do niego przez godzinę- dopiero po interwencji mojej Sis obudził się)- i byłam przerażona. Podekscytowana, ale przerażona. Gdy w końcu dostałam się na salę (trwało to prawie 4h, nie 1,5;) okazało się, że znieczulenie zewnątrzoponowe na mnie nie działa i muszą mi podać narkozę (z której btw podobno się wybudzałam). Z porodu- z tego najważniejszego momentu- pamietam liczenie. Nie wiem czy Maks został położony na mojej piersi. Nie usłyszałam jego krzyku- tego, czego nie zapomina się już nigdy! Nie wiem nic. Obudziłam siępo ok 2 godzinach i Maksa pierwszy raz zobaczyłam w telefonie… Nie było Go przy mnie, bo akurat nie było sali i leżałam na patologii ciąży, gdzie nie znosi się noworodków. Mojego malutkiego Synka pierwszy raz zobaczyłam po 12godzinach od porodu… Naprawdę o tym nie myślę na codzień. Jednak czasem przychodzi taki dzień. Tak jak dziś… Smutno mi, że ominęło mnie to wszystko. Nie uważam, że nie wytworzyła się miedzy Maksem a mną więź- wręcz przeciwnie! Do dziś karmię Go piersią (ba, mógłby nie jeść nic innego!), spędzamy ze sobą całe dnie- mam to szczęście, że pracuję w domu. Kocham Go baaaardzo! Sądzę, że On mnie też. A jednak smutno mi. Co więcej- czasem jestem przerażona! Wiem, że gdy będę nosiła kolejne dziecko (a przecież w końcu- mam nadzieję!- będzie taki moment), gdy zbliży się termin porodu, ja znów będę zestresowana. I znów nie będę wiedzieć czego się spodziewać. Czym są skurcze? Czy to już? Jak się zachować „w trakcie”? Czy sobie poradzę? Przeraża mnie myśl, że znów mnie to czeka. Z drugiej zaś strony… Może znów maluch będzie zbyt duży, by rodzić go naturalnie? Może znów ominie mnie cały ten cud? Może nie jest mi pisane rodzić naturalnie? Może jestem wybrakowana…?
 No właśnie. Jakim prawem ktoś (zazwyczaj- czego nie potrafię pojąć- kobieta) może podwarzać „prawdziwość” porodu odbywającego się za pomocą cesarskiego cięcia? Często nie mamy wyboru- decyzję bowiem podejmują (zazwyczaj) lekarze. Jasne, że chciałam rodzić naturalnie. Przez 9miesięcy nosiłam Moje Maleństwo w brzuchu- opiekowałam się Nim, śpiewałam Mu, gładziłam, uspokajałam, lulałam do snu… Denerwowałam się, a także robiłam badanie-żeby na pewno wszystko było dobrze. Jedyną różnicą jest sposób urodzenia dziecka. Jestem dumna z tego, że urodziłam Maksa. Nie ważne w jaki sposób. Mamy pięknego Syna, na którego tyle czekaliśmy! W tajemnicy powiem Wam, że już za Nim tęsknie… A przecież śpi słodko w pokoju obok…
  Dobrej nocy Kochani!

Tatuś w domu…:)

  Tatuś został w domu, więc mam trochę czasu na popisanie:) Byliśmy na spacerku, a teraz Mój najmilszy Mąż czyta Maksowi do snu. Czyta mu o aplikacjach internetowych. Tak, to Mój Mąż;) Mnie za to dziś czeka przygotowanie parę słoiczków marchewki na zimę:) Miło jest zajrzeć do szafy, gdzie piętrzą się pyszności! A jakie to wygodne, gdy za oknem zawierucha, a człowiekowi nie chce się obiadu szykować, albo- o zgrozo- wyjść w taką pogodę na dwór po potrzebne składniki (przecież wszyscy dobrze wiemy, że zawsze kończą się najpotrzebniejsze rzeczy, gdy za oknem breja:( Albo- gdy akurat nie ma kasy;)
  Tak się czasem złoszczę, że Mój najmilszy Mąż tak mało czasu spędza z Maksem… Nagle przychodzi taki dzień jak dziś, Tatuś zostaje w domu i najchętniej nie podchodziłby do komputera, a cały swój czas przeznaczyłby na zabawy z Synem. Jest to budujące. A ja, wee, mam 5minut dla siebie. Tzn dla domu, ale to właśnie ten mój czas:)
  Obiecałam, że powrzucam zdjęcia moich małych dzieł. To jeszcze z czasów, gdy Maks był w brzuszku. To właśnie wtedy podjęłam decyzję, że zacznę zajmować się „produkcją” elementów wystroju pokoików dziecięcych. A także dziecięcych zabawek:) Sprawia mi to dużo radości!
  Miłego dnia Kochani,
     Weronika, mama- mniej- zapracowana:)

praca wre…

Maks śpi już prawie godzinę, a ja jestem w sowim świecie- pianki, filce, kleje, taśmy…:) Przeglądam też allegro- może uda się coś ładnego znaleźć? Fajnie wrócić do pracy- mimo, że padam ze zmęczenia (dziś poza standardowymi pracami domowymi udało się też zrobić parę słoiczków galaretki z pigwy i konfitury z pigwy;). A w głowie jeszcze ciągle obiecany ( i na chwilę zapomniany) prezent urodzinowy dla znajomej. Duuuużo pomysłów, duuużo chęci, mam nadzieję, że sił wystarczy. Trzymajcie kciuki:) Już niedługo powrzucam fotki:)

Mama mniej zapracowana by Werkart