Boję się.

Boję się.

Boję się wojny, która jakby z każdym dniem coraz bliżej. Tej wojny, która tak bezsensowna jest. Tej, przez którą ludzie niczemu nie winni giną. Wojny, która dotyczyć mnie nie powinna, a jednak ziarno strachu zasiała.

Boję się śmierci. Bo choć kiedyś tak łatwo było mi powiedzieć, że życie to raczej do dupy jest, to przecież kocham je – nad życie. Patrząc na umieranie drugiej osoby, zmienia nas nieodwracalnie. I ta śmierć – pełna bólu, cierpienia. Bo tu zawsze ktoś zostaje. To mogę być ja. Znów. Pożegnać się chyba najtrudniej…
Boję się.
Na koniec, boję się tego, że nie będę mogła dać wszystkiego osobie, którą kocham najbardziej. Albo znów, że dam za dużo. Boję się, że nie poradzę sobie z  wychowaniem Maksa na dobrego, mądrego faceta. Że kiedyś wytknie mi wszystkie błędy, które popełniłam. Że nie wybaczy decyzji, które podjęłam. Boję się. Pierwszego ‚nienawidzę Cię’. Ucieczek się boję. Muru, który powstać może. Więzi zerwanej.
Boję się.
Zostać sama.