Jak skutecznie i bezboleśnie popełnić samobójstwo?

Niewiele osób o tym wie, nigdy nie chciałam o tym pisać tu, na blogu. Uważałam, że moja próba samobójcza nie są tematem, o którym chciałabym mówić wszystkim. Jednak przyszła pora, by w końcu się do tego przyznać.

Całe życie wydawało mi się, że mam pod górę. Oprócz mnie – trzy siostry. Każda lepsza i bardziej kochana ode mnie. Ja gdzieś w tym wszystkim po środku – ni to najstarsza, ni najmłodsza. Młodzieńczy bunt był próbą zwrócenia na siebie uwagi. Nie łatwo być tą niewidzialną…

 Jednak bunt wiązał się z ciągłymi kłótniami, nieporozumieniami i płaczem, myślami samobójczymi. „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie rozumie – jestem beznadziejna” – właśnie tak o sobie myślałam. Pierwsze myśli, żeby ze sobą skończyć pojawiły się gdzieś koło siódmej/ósmej klasy szkoły podstawowej – to właśnie wtedy bunt wezbrał na sile. Zupełnie nie wiedziałam jak sobie z tym wszystkim poradzić. Najłatwiej było uciec. Mając 13 lat chyba jeszcze się bałam podjąć ostateczne kroki. Pamiętam, że niejednokrotnie próbowałam się pociąć – jednak ostatnie się bałam. Przyszedł okres liceum – gorsze stopnie, jeszcze większe rozczarowanie rodziców. Niemal każda kłótnia kończyła się trzaskaniem drzwiami i moim wyciem. Któregoś dnia nie wytrzymałam. Pamiętam głównie to, że w kłótni uczestniczył też Tata i chyba bardzo mnie zabolało, że nie stanął po mojej stronie. To była druga klasa liceum. Dwie starsze siostry nie mieszkały już w domu, a ja spałam u nich w pokoju. Pamiętam, że zamknęłam się w nim z pudełkiem mocnych leków przeciwbólowych. Wszystko popiłam orzechówką robioną przez Babcię… Próbowałam się zabić.

 Przez długi czas wydawało mi się, że to ja sama wyszłam spod prysznica i poszłam do rodziców, by ich obudzić. Pamiętałam wizje, które te tabletki we mnie wywołały.  Pamiętałam jak na czworaka szłam z łazienki do sypialni rodziców. Pamiętałam drogę do szpitala, płukanie żołądka i słowa Mamy (których nie chcę tu pisać, wystarczy, że wtedy zabolały). Pamiętam pokój z dwoma dorosłymi kobietami, które co chwile chodziły na papierosa (jak ja wtedy marzyłam, żeby zapalić!) i to, że ja nie mogłam ruszyć się z łóżka, po tym, jak źle się poczułam czekając w kolejce do toalety. Pamiętam dietę, w którym głównym składnikiem było mięso, a przecież ja wtedy byłam wegetarianką. Pamiętam powrót do domu w wielką sobotę – trochę przez rodziców wyproszony. Pamiętam rozmowę z Panią Psycholog, której wmówiłam, że to wszystko przez ucieczkę mojego kota. Pamiętam tłumaczenie mojej diety przed Dziadkami –  zatrucie pokarmowe przez zjedzonego na mieście hamburgera, czy innego fast fooda. Pamiętam to zainteresowanie, przez chwilę byłam w centrum uwagi…

 Nie pamiętałam jednak, że to nie ja poszłam do rodziców. Nie ja obudziłam Tatę. Prawdopodobnie wtedy uratowała mnie młodsza siostra, która usłyszała jak wymiotuję. To Ona obudziła rodziców. To Jej zawdzięczam to, że wylądowałam w szpitalu. Choć w tamtych czasach bardzo darłyśmy koty, to właśnie Ona mnie uratowała. W sumie chyba nigdy Jej za to nie podziękowałam. Mam to cholerne szczęście, że Ona była wtedy w domu. Że usłyszała. Że zechciała zareagować.

 Od tamtego czasu wydarzyło się tak wiele – poznałam swoją pierwszą, prawdziwą i spełnioną miłość. Zdałam maturę. Rozpoczęłam studia – których nigdy nie skończyłam, bo po dwóch latach męki zrezygnowałam. Przepracowałam ogromne ilości godzin jako kelnerka. Kolejne za barem. Poznałam cudną, małą Dziewuszkę, która tyle mnie nauczyła. Poznałam swojego Męża. Popełniłam mnóstwo błędów. Dziś, 15 lat później. Mam dom. Mam rodzinę. Jestem spełniona. Jestem szczęśliwa. Gdyby wtedy mi się udało na świecie nie pojawiłby się Maks. Nigdy nie poznałabym mojego Męża. Nie zaznałabym tego niesamowitego uczucia, jakim jest bycie Mamą – stworzenie od podstaw małego człowieka, którego obdarza się tak niesamowitą miłością. Dziękuję za to życie, które udaje mi się przeżywać każdego dnia. Dziękuję za to, że tamtego dnia była przy mnie Siostra, Tata, Mama…

 Tak, miałam to szczęście, że wtedy byli Oni. Ale wiem, że być może na mojego bloga trafiłaś/trafiłeś Ty. Być może jesteś zupełnie sama – lub właśnie tak Ci się wydaje. Jeśli trafiliście tu dlatego, że przyciągnął Was temu, wiedzcie, że Was nie rozczaruję – choć na początku właśnie tak może Wam się wydawać. Pod spodem podaję numery telefonów – jest to nr telefonu zaufania, telefonicznej pierwszej pomocy psychologicznej, ogólnopolskiego telefonu dla ofiar przemocy w rodzinie oraz „Telefonu Nadziei” – dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej. Jeśli nie radzisz sobie z własnym życiem, jeśli myślisz o najgorszym – zadzwoń. To właśnie tam czekają na Ciebie osoby, które chcą Tobie pomóc.

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

 Nie opowiedziałabym tej historii, gdybym nie wierzyła w to, że może pomóc. Nie ważne czy masz lat 15, czy 85. Warto prosić o pomoc. Warto żyć. Pamiętaj <3

Zdjęcie źródło: Internet.

4 myśli nt. „Jak skutecznie i bezboleśnie popełnić samobójstwo?”

  1. Jesteś wielka <3 serio.. Mi przykro ze 3 lata temu nikt nie był przy moim bracie 🙁 żyj pełnią życia kochana :-*

    1. Nie wiem co Ci napisać. Ja do tej pory boję się wszelkiego rodzaju mostów. Wtedy sięgam po telefon i dzwonię – do męża, do siostry, do przyjaciół…. Na szczęście już wiem, że że mam w okół siebie ludzi, do których mogę się zwrócić. Szkoda, że Twój brat nie był tego świadomy 🙁

Możliwość komentowania jest wyłączona.