Czy jestem złą mamą?

 Maksa kocham całym sercem – gdyby ktoś spróbował mu zrobić krzywdę, obudziłaby się we mnie lwica. Staram sie wychowywać Go na fajnego, mądrego faceta. Gdybym tylko mogła – gwiazdkę z nieba bym mu podarowała – gdyby tylko chciał.

 Jeszcze będąc w ciąży wiedziałam, że poród naturalny jest najlepszy dla malucha – nam się nie udało (nie, nie z wyboru ;), jednak nie zauważyłam, żeby Maks bardzo z tego powodu cierpiał (stwierdzenie subiektywne niczym nie potwierdzone oczywiście – nie wiem jaki ma to wpływ na Jego psychikę). Wiedziałam, ze karmienie piersią jest ważne – karmiłam rok, po czym sama zrezygnowałam. Byłam szczerze zmęczona i miałam dość – choć Maks chętnie dalej by ciumkał. Była to decyzja czysto egoistyczna – w końcu szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Z drugiej strony – nigdy nie było dla problemem Maksa spanie z nami. Ot, skoro ma taka potrzebę – niech śpi. Jeśli było niewygodnie – ja szłam  do Jego łóżka, a On zostawał z Tatą.
 Maksowi powtarzam jak bardzo Go kocham. Okazuje mu tę miłość – przytulamy się i dajemy sobie buziaki. Choć zdarza mi się czasem krzyknąć – nigdy Go nie uderzę. Teoretycznie nie powinnam być tego pewna w stu procentach – jednak mam taką nadzieję – jeśli bym to zrobiła, znaczyłoby, że to ja mam problem i pewnie mogłabym sobie tego nigdy nie wybaczyć. Choć zdarza mi się podnieść głos (nie chodzi tu o krzyk, raczej ostry ton głosu) – mam potem wyrzuty sumienia i czuję się jak wyrodna matka. Znów pokazuję, że sobie nie radzę ze wszystkim… Kocham Go nad życie – i boli mnie, gdy cierpi. Sama więc, nie chcę w żaden sposób wyrządzać mu krzywdy.
 Jednocześnie – nie uważam, że Maks jest tylko i wyłącznie dla mnie – nie chcę chować Go w pod kloszem – bez dostępu do innych ludzi. Nigdy nie miałam problemu z oddaniem Go pod czyjąś opiekę. Gdy wyjeżdżam – nie dzwonię. Nie robię tego dlatego, że tak świetnie się bawię – jednak jeśli Maks nie ma potrzeby, by ze mną porozmawiać, sama nie dzwonię, bo nie chcę mu o sobie przypominać. Nie chcę, by zrobiło mu się przykro. Nie chcę też pozwolić sobie na tęsknotę. Jeśli mnie nie ma, tzn. że jestem w pracy i na pracy wówczas się skupiam. Jednak nie jest tak, że albo pracuję, albo jestem w domu. Mam 30 lat i potrzebuję ludzi – chętnie wychodzę, by spotkać się ze znajomymi. Nigdy nie miałam z tym problemu – nawet, jeśli wychodziłam z domu, gdy Maks jeszcze nie spał (biorąc pod uwagę, że M. chodzi spać koło 23 – nie jest to takie trudne;).
 Chciałabym, żeby Maks na zawsze został tym moim małym, tulaśnym chłopcem, dla którego rodzice są najważniejsi. Jest to jeden z lepszych momentów w trakcie bycia mamą. Jednak – jako, że jestem tą mamą, wiem, że dzieci dorastają – a ja nie mogę Go trzymać na uwięzi. Pozwolę mu pojechać na wycieczkę. Pozwolę mu poznawać świat – zedrzeć kolano na drzewie, czy zjeść nieumytą truskawkę prosto z ogrodu. Niech przemierza świat tymi swoimi niedużymi krokami. Bo przecież ja jestem po to, by Go w ten świat popychać – nie po to, by zatrzymać Go dla siebie. Przecież to nie On jest dla mnie, a ja dla Niego. Będę Go trzymać za rękę, tak długo, jak będzie tego potrzebował – nie tak długo, jak ja będę tego potrzebowała.