Kryzys.

Przyszedł nagle. Nie zapowiedział się. Nie pozwolił się nań przygotować. Przyszedł i trzyma się – nie chcąc odejść.  Przyszedł i łzy z oczu wyciska. Bo czasem to już dość mam. I najchętniej bym ten stan hormonami tłumaczyła, ale przecież to nie ja. No więc – w czym rzecz?
 Gdy Maks kończył trzy lata, powstał post – fajny taki. W którym chwalę nasze dziecko, bo to w gruncie rzeczy mądry trzylatek jest. I miły taki! Od tego czasu nie minęły jeszcze dwa miesiące i z dnia na dzień z tego fajnego, mądrego chłopaka, zrodził się zbuntowany trzylatek. No ale w czym rzecz właściwie? Owszem, z równowagi wyprowadza mnie ostatnio jak mało kto, ale przecież to nie powód, żeby w gardle tak ściskało, a łzy z oczu leciały… 
 Zachowanie – można by rzecz – irracjonalne. Jednak występuje. Pojawia się. Sprawia, że – niczym postacie z seriali – pobiegłabym najchętniej nad Wielki Kanion i wykrzyczała wszystko, co mi leży na sercu. Dlaczego? Nasze dziecko – ukochane, najlepsze. Nie tylko jest ostatnio niegrzeczne. On najzwyczajniej podzielił sobie nas – swoich rodziców – na tego, który jest dobry i tego, który wymaga. Nie muszę chyba pisać, że to ja stanęłam po tej „gorszej” stronie mocy? 
 Gdy przyszedł bunt – postanowiłam konsekwentnie trzymać się pewnych zasad, które do tej pory zdarzało nam się naginać. No bo jeśli nie ma płatków/kakao na wieczór to nie i koniec. Jak raz ustąpimy, to następnego dnia historia się powtórzy. I choć ja wiem, że tak trzeba, to brak wsparcia z drugiej strony powoduje, że moje starania można – delikatnie mówiąc – o kant dupy rozbić. Co więcej – ja tą złą jestem. Tą, która rano budzi i do przedszkola zawozi (Maks przedszkole lubi bardzo – za to nie znosi wstawać o 7:50). Tą, która klocki posprzątać nakazuje, gdy te po całym pokoju porozrzucane. W końcu tą, która bajek całą sobotę oglądać nie pozwoli – a na iPada pozwala tylko w weekend przez 15 minut, nie dwie godziny lub dłużej… Jak TA osoba ma konkurować z Tatą – którego tak często w domu nie ma. Który zawsze znajdzie pięć minut na zabawę – mimo, że czasem to jedyne pięć minut w ciągu dnia jest. Jak mam konkurować z TATĄ – facetem. Osobą, która do końca nie rozumie zasad, które wprowadzać próbuje. Jak mam nie płakać, gdy mój Syn woła „Nie chcę z Mamą, chcę do Taty!”. I nie ważne, że za pół godziny do mnie przychodzi i po chwili zasypia w moich ramionach, szepcząc „Mama chcę tuuuulić.” 
 I ja wiem, że ta złość moja irracjonalna jest, ale czuję jak z każdym odepchnięciem przez Maksa (i mówimy tu o dosłownym pchnięciu ręką) jakaś taka słabsza się robię. I boli mnie to bardzo, choć jeszcze nie dawno tak cieszyłam się, że te moje Chłopaki taki kontakt mają ze sobą. Że ten Tata – choć tak rzadko obecny – ważny jest tak samo…

 I gdy tak o tym myślę – przypomina mi się jak dawno temu obiecaliśmy sobie, że zawsze za sobą murem stać będziemy. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że C. każde moje zdanie podważa. On po prostu nie rozumie dlaczego tych płatków o godzinie 18 zjeść nie można (przecież to jeszcze nie kolacja!), no a te zabawki, przecież jak poleżą jeden dzień na środku pokoju, to przecież nie stanie się nic. I przecież to pranie też samo się robi – a jak powisi na suszarce trzy dni – lepiej się wysuszy, prawda? Jak ja mam wychować fajnego Syna, skoro taki problem mam Mężem? A może to za późno już? Przecież kto inny to ziarno zasiał…

 A może – właśnie z tego powodu – będę tym złym policjantem. Konsekwentnie trzymając się zasad, ucząc ich również Maksa. Nie pozwalając na wszystko, próbując wartości pewne wpoić – wychowam Go tym samym na fajnego faceta? 


4 myśli nt. „Kryzys.”

  1. wiesz, miewam podobnie i zapewne wiele z nas, matek tak ma….taka kolej rzeczy chyba! Głowa do góry ( łatwo mówić – wiem), sama mimo tego pięknego dnia dziś, mam kiepski humor, bo córka owszem, pamięta, kocha i obdarowuje, ale jednoczesnie jest sobą i daje w kość…siadłabym i płakała….. Wszystkiego dobrego mamuśka 🙂

  2. Wiem – dlatego też napisałam, że to uczucie nie do końca ma sens. Myślę też, że na nowo pewne zasady ustalić musimy w domu – bez przymykania oka na początek. Głowa do góry!

  3. A ja tam sobie myślę, że czasem warto być z premedytacją niekonsekwentnym. Ot tak dla zabawy, zjeść czekoladowe płatki na kolację, dziecko doskonale wie, że to wyjątkowa sytuacja.
    Warto też by dziecko z tatą "mogło więcej", zwłaszcza kiedy tego tatę ma rzadko – ot tak po prostu, żeby miało fajne wspomnienia z przekraczania reguł, bo na tym polega dzieciństwo.
    Warto też "wybierać swoje bitwy" odpuszczać w mniej ważnych sprawach po to by móc upierać się przy tych istotnych. Temu praniu naprawdę nic się nie stanie jak powisi trochę na suszarce 🙂 Rodzina to nie fabryka, gdzie wszystko musi działać jak w zegarku 😉 Ty też nie musisz działać jak w zegarku!

  4. Jasne, zgadzam się i do tej pory to funkcjonowało. Ale to był naprawdę ciężki czas – Młody chyba próbował swoich sił. I przeszło. Teraz jest ok – na szczęście <3 Dziś Maks przytulił się do mnie i mówi (do C.) "a wiesz, że to moja ukooooochana mama?" - jeszcze tydzień wcześniej były kłótnie nawet o to, że chciałam Go przytulić. A pranie - cóż, jak musi to wisi dłużej (bo nie ma komu zdjąć) - mi bardziej chodziło o to, że ja też potrzebuję wsparcia i kurczę - też pracuję, więc potrzebuję pomocy i wsparcia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.