Poczucie winy.

 Czasem sobie myślę, że to wszystko nie tak jest, jak być powinno. Że czasu coraz mniej dla siebie, że wagę coraz mniejszą do rzeczy istotnych przykładamy. Że te trzecie urodziny już nie tak huczne, nie tak dobrze zaplanowane jak pierwsze, czy drugie. I zazdrość mnie zżera, gdy patrzę na te przygotowane, wypieszczone wręcz, przyjęcia urodzinowe tych innych dzieci – córeczek i synków blogerek, które dbają o każdy szczegół, są na czasie z wszelkimi nowinkami urodzinowymi. A my…?

 A my wciąż w biegu – ja między jednymi, a drugimi targami. C. z jednej pracy do drugiej. Pracujemy, po nocach nie śpimy. Po co? No właśnie – przecież my to dla komfortu robimy. Swojego, ale też Maksa. Żeby wszystko miał co zechce. Żeby uczyć mógł się w najlepszych niemalże placówkach. Żeby na urodziny mógł dostać tę kolejkę co to elementów ma 130 lub więcej. Żeby marzenia mógł spełniać – teraz i w przyszłości.

 Czy to znaczy, że źli z nas rodzice? Czy powinnam w domu siedzieć z Maksem – chuchając i dmuchając, żeby żadna krzywda mu się nie stała? Czy ten etat, ta działalność gospodarcza (jednoosobowa!), każdą chwilę naprawdę mi zabiera? Spójrzmy na to inaczej – gdy Maks jest chory nie muszę u nikogo o zwolnienie zabiegać – gdy choćby ten katar ma, na który lekarz zwolnienia nie da, a przez który do przedszkola już puszczać nie powinnam. Gdy budzi się i mówi: „Mamo, ja chcę tulić! Nie chcę dziś do przedszkola…” – czy wysyłam Go mimo wszystko. Czy czasem – tak po ludzku – wolne sobie robimy od wszystkiego?
 Czy mimo urodzin, które na ostatnią chwilę są organizowane, Maks czuje się kochany? Czy dla Niego – w wieku trzech lat – tak ważny jest wystrój stołu i balony, które koniecznie w najmodniejszym w tym sezonie kolorze? A może wystarczy mu ten tort najsmaczniejszy? Osoby, które zna, które Go kochają? Te kuzynki najfajniejsze. I Hania koniecznie. I jeszcze chłopaki. Czy tort w dniu urodzin nie byłby wystarczający? Bo – żeby mógł otworzyć prezent w dniu urodzin swoich – kupiliśmy mu te dwa samochody. Policję i ambulans. I nasz Maks kochany, uśmiech miał na twarzy, jakbyśmy mu gwiazdkę z nieba podarowali. Bo przecież mówił, że ijo-ijo chce. A my te marzenia spełniamy. O karetce. O policji. Nic innego nie jest ważne. No – może jeszcze to sto lat chórem śpiewane! 
 I czy to naprawdę jest za mało? Czy ja wciąż z poczuciem winy siedzieć powinnam? Przecież te urodziny – mimo organizowania w biegu – odbędą się. Te dzieci wymarzone przyjdą i razem na plac zabaw pobiegną. Bo Dorotka ze Slow Cafe ponownie zadba o klimat wyjątkowy. Bawić się będziemy i sto lat zaśpiewamy. I wspólnie czas spędzimy – pierwszy wolny weekend od dawna.
 Więc dla kogo te dodatki są ważne? Dla kogo balony i konfetti kolorowe? Serwetki pod kolor i papierowe słomki? Czy Maks uwagę na to zwróci w ogóle? Czy dla Niego to ważne będzie? Skądże! Wyluzuj więc Mamo – spędź te krótkie chwile tuląc się do Syna swojego – trzylatka! – póki jeszcze ochotę ma na to. A urodziny – nie pierwsze i nie ostatnie przecież… A tort był. I świeczka! I goście nawet przyjechali – a to przecież najcenniejsze <3


  

6 myśli nt. „Poczucie winy.”

  1. nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, absolutnie 🙂 ważne, by synek czuł sie kochany, wiedział, że będziesz przy nim gdy cię będzie potrzebował 🙂 fajnie być sobie samemu szefem, bo tak jak piszesz – dać sobie trochę wolnego to dobra rzecz, nie musieć łypać o zwolnienie, gdy synek się rozłoży, a z tego jeszcze dodatkowy grosz a nie tylko pensja męża 🙂

  2. A ja tam się śmieję, gdy widzę te wszystkie blogerskie urodzinki dzieciaków jak małe wesela niemal. I mam wrażenie, że dzieciaki najmniej ważne są wtedy, a to by sesja zdjęciowa do wpisu wyszła. Ehhhh…

Możliwość komentowania jest wyłączona.