Aaaa, mam w domu (prawie) trzylatka !

 Miał być bunt, miały być krzyki i tupanie nogami. Tymczasem nasz Syn przetrwał i obyło się bez większych awantur. Więc jak to właściwie jest – mamy wyjątkowe dziecko (no jasne, że tak!), czy najzwyczajniej mieliśmy szczęście?

 Gdy Maks wkroczył w magiczny okres chodzenia, prawie-mówienia, mówienia, tupania nogami – byłam przerażona. No przecież teraz dopadnie nas bunt! Najpierw stres był, gdy puściliśmy Go do żłobka na kilka godzin (miał trochę ponad rok), potem stres po wakacjach, gdy zaczął chodzić na trochę dłużej (1,5 roku). Potem jesień/zima – wiadomo, że wówczas te zmiany nastrojów dziwnie mogą działać – ale nie! Dobrnęliśmy do drugich urodzin bez większych awantur. Teraz… Teraz się zacznie! Tymczasem – wakacje (moja dość częsta w tym czasie nieobecność), przedszkole (nowe!), wstawanie rano. No nie – będzie ciężko. Przecież mówili, że ma być ciężko!!!

 Tymczasem Maks za tydzień kończy trzy lata i… wcale nie było tak źle. Największe awantury to te związane z wieczornym kładzeniem się spać. W końcu jednak odpuściliśmy. Po rozmowie z jedną, drugą (…), piątą osobą, doszliśmy do wniosku, że Maks jest stworzeniem nocnym (jak jego rodzice – heh) i nie będzie chodził spać o 20. Po prostu! Przestaliśmy więc Go do tego zmuszać, jednocześnie odpuściliśmy wieczorne bajki (może w końcu się znudzi i zaśnie;). Teraz zwykle wieczorną opiekę przejmuje Tata (który tak naprawdę dopiero wieczorem pojawia się w domu) i przeprowadzają wspólną kąpiel, zabawy, wygłupy, czytanie książek. W końcu Tata pada (tak, tak – u Was też tak jest?), a Maks przychodzi do mnie, po czym po 10 minutach zasypia. Jest 22:30. Wersja ta jest oczywiście optymistyczna – bywa, że Maks zasypia później. Na szczęście są też takie momenty, że zasypia też koło 20 (wiwat brak dziennych drzemek – w weekend;). Pewnie pomyślicie, że wystarczy więc Go nie kłaść w dzień i będzie zasypiał o 20 – nie, to tak nie działa. Owszem – zdarzyło się kilka razy, ale Maks postanowił się uodpornić 😉 Nauczyliśmy się jednego – im bardziej zmuszaliśmy Go do wczesnego zasypiania wieczorem – tym później chodził spać. Od jakiś dwóch miesięcy przestaliśmy naciskać i po prostu wiemy, żeby nie zostawiać pracy na wieczór 😉
 Nasz Syn nie rzuca się na ziemię, nie bije (nas), nie awanturuje się na każdym kroku. Potrafi dzielić się z innymi (chętnie karmi z własnego talerza swoją najmłodszą kuzynkę;). Prosi i dziękuje (choć czasem trzeba mu o tym przypominać). Jest miły i pomocny. Lubi bawić się z innymi dziećmi (choć jeszcze zdarzają się małe kłótnie o zabawki). Mówi pełnymi zdaniami – choć wciąż mówi „miałam, robiłam, chciałam” (w końcu się nauczy, prawda?). Jest uśmiechniętym, szczęśliwym chłopcem, który potrafi określać własne uczucia. Mówi kocham Cię (Mamo, Tato, Ciociu, Dziadku, … – nie, nie kocha wszystkich;), ale mówi też, że jest zły. Sam biegnie do toalety gdzie zapala sobie światło (które u nas jest na wysokości 1,60 m) – rozbiera się, siada na toaletę, podciera się, spuszcza wodę i myje ręce. Często pomaga nam w robieniu śniadania/kolacji. Sprząta po sobie naczynia i chowa je do zmywarki (nieporadnie, ale to robi). Niestety jest też małym leniem (po mamusi) i jeśli nie przypilnujemy, to potrafi nie posprzątać u siebie w pokoju (zwłaszcza po wieczornych zabawach z Tatusiem;). Ubiera się sam – od początku do końca. Butów nie wiąże, na szczęście używamy takich na rzepy ;). W końcu daje sobie umyć włosy bez większej awantury (jest postęp!). Rysuje ludziki z długaśnymi nogami i rękoma – nieporadnie, ale wciąż to ćwiczymy. Bardzo lubi, gdy czytamy mu książki. Jego ulubionymi bajkami są Pan Robótka (choć ostatnio woli Art Attack), Umizomi piosenki-bajki (teledyski dla dzieci) i… wszelkie filmiki na You Tubie – ręce otwierające jajka niespodzianki, lepiące z ciastoliny, bawiące się samochodami itp (pieszczotliwie nazywane przez nas „same reklamy”, o których Maks wie, że nie może ich oglądać, a i tak zawsze gdzieś znajdzie). Jeśli chodzi o ulubione książki – tu wciąż się zmienia. Jakiś czas temu był to Elmer, czy Pupy, obecnie są to Poczytajki Pomagajki. 
 Wymieniać mogłabym tak długo, jednak (podsumowując) – pierwsze trzy lata życia Maksa nie były takim koszmarem, na jaki się nastawiałam 😉 I choć teraz bardzo cieszę się, że w domu mam trzylatka, to tak naprawdę nie było wcale tak źle. Cieszę się chyba dlatego, że od jakiegoś czasu mamy w domu fajnego chłopaka, z którym w końcu możemy się porozumieć (bez używania niezrozumiałych słów). Buntu dwulatka szczególnie nie odnotowaliśmy. Czekamy na kolejne 😉 

(Słyszałam, że bunt trwa do 30 – przetrwamy? 😉


2 myśli nt. „Aaaa, mam w domu (prawie) trzylatka !”

  1. Bardzo pozytywna mała postać. Myślę, że wyrośnie na dużą, bardzo pozytywną postać. Nie znam, ale patrząc na tych kilka zdjęć, nie sposób się nie uśmiechnąć.
    Na szczęście nie wszystko jest tak, jak piszą w mądrych książkach, bo po prostu każdy z nas jest zupełnie inny. A do tego, jeśli ma wyjątkowych rodziców, to nie może być inaczej, by co nieco po nich nie odziedziczył 🙂

    Pozdrawiam i życzę kolejnych nieksiążkowych lat 🙂

    Piotr

Możliwość komentowania jest wyłączona.