List do mojego Taty.

 Dziś jest Twoje święto. I choć już w sobotę jedliśmy ciasto i trochę świętowaliśmy, dziś chcę Ci złożyć najlepsze życzenia – i podziękować.

  Jesteś moim Tatą. Kiedyś wydawało mi się nawet, że jestem taką córeczką Tatusia – ulubienicą. Mając trzy siostry, byłoby to niezłe osiągnięcie. Okazało się jednak, że każda z nas tak myślała – córeczką Tatusia mogła być jednak tylko jedna z nas. Nie ja.

 Przez jakiś czas czułam lekkie rozczarowanie. Nasze kontakty z czasów dziecięcych wspominam naprawdę dobrze. Rozmowy w samochodzie, gdy „ta młodsza” zasypiała. Zabawy za małolata, gdzie w czwórkę ustawiałyśmy się w kolejkę, by robić przewroty w tył, czy, żebyś nas gilgał aż do utraty sił. I choć teraz wydaje mi się, że w sumie bardzo dużo tych chwil nie było, to ja wspominam je bardzo dobrze. Chyba po prostu męskiego autorytetu potrzebowałam. 
 Wiem, że głęboko w sobie mam wciąż wiele żalu. Wiem też, że dużo Wam zawdzięczam, ponieważ dzieckiem byłam raczej trudnym. Choć wydawało mi się, że we mnie nie wierzycie, choć uciec chciałam jak najszybciej, myślę, że to jednak – w dużej mierze – dzięki Wam jestem tym, kim jestem. To Wy wymagaliście, motywowaliście (mimo, że czasem miałam ochotę wszystko rzucić w cholerę). To Wy pokazaliście jak stworzyć fajną rodzinę – ale też, jakich błędów nie popełniać. 
 Dziś mogę powiedzieć tylko jedno – dziękuję. Naprawdę cieszę się, że możemy spakować się i o prostu przyjechać do Ciebie. Że możemy, ale nie musimy, po prostu pogadać, zjeść wspólnie obiad, odpocząć. Dziękuję, że jesteś tak fantastycznym Dziadkiem, którego Maks uwielbia! A w ciągu ostatniego pół roku, okazało się jaką fajną rodziną jesteśmy – wspierającą, niewymagającą. Teraz chyba, potrzebuję Cię bardziej, niż kiedykolwiek.
 Dziękuję, że jesteś – TATO.